Balkan Express – Orient Express górników

Balkan Express

Do Balkanu można było wsiąść bez paszportu, walizki i biletu.

Nie jechało się też szczególnie daleko.

Wystarczyło stanąć na przystanku w Giszowcu, by po niespełna dwudziestu minutach dotrzeć w okolice Szopienic, po drodze mijając kopalniane szyby i Nikiszowiec.

Nazwa brzmiała niemal egzotycznie. Pasażerami byli jednak przede wszystkim górnicy, ich rodziny i mieszkańcy okolicznych osiedli.

Kolejka dla ludzi i kopalni

Na początku XX wieku spółka Georg von Giesches Erben potrzebowała sprawnego połączenia pomiędzy kopalnią Giesche a osiedlami budowanymi dla jej pracowników.

Tak powstała kolej wąskotorowa o rozstawie torów wynoszącym zaledwie 785 milimetrów.

W styczniu 1914 roku spółka otrzymała zgodę na przewóz pasażerów pomiędzy Giszowcem a szybem Carmer, późniejszym Pułaskim. Z czasem trasę wydłużono przez Nikiszowiec w stronę Szopienic.

Skąd wziął się „Balkan”?

Oficjalna nazwa nie miała większych szans w starciu z wyobraźnią mieszkańców.

Kolejkę szybko ochrzczono „Balkanem” albo „Balkan Expressem”, nawiązując do wielkiego europejskiego pociągu kursującego między Berlinem a Konstantynopolem.

Śląski odpowiednik miał trasę nieporównanie skromniejszą – niespełna cztery kilometry.

Ale cóż z tego?

Nazwa była znakomita i została z nim na dobre.

Dwadzieścia minut przez Giszowiec i Nikiszowiec

Podróż trwała około 18–20 minut.

Po drodze Balkan zatrzymywał się m.in. przy szybach Carmer, Nickisch i Kaiser Wilhelm.

Nie imponował prędkością. Poruszał się mniej więcej 15 kilometrów na godzinę.

Za to punktualności można mu było podobno pozazdrościć.

Według lokalnych opowieści mieszkańcy mieli nawet regulować zegarki według jego przejazdów.

Najważniejsze? Przejazd był bezpłatny

Balkan miał jeszcze jedną ogromną zaletę.

Za przejazd nie trzeba było płacić.

Kolejka powstała z myślą o dowożeniu ludzi do pracy, lecz z biegiem lat stała się po prostu częścią codzienności.

W wagonach spotykali się górnicy po szychcie, kobiety jadące załatwić sprawunki, dzieci i młodzież.

Balkan przestał być wyłącznie kolejką kopalnianą.

Stał się zwyczajnym, lokalnym środkiem transportu.

Tysiące pasażerów każdego dnia

Zdarzało się, że za lokomotywą ciągnęło nawet osiem wagonów.

Przed wojną kolejka miała przewozić dziennie tysiące osób. Jeździła od wczesnego rana do późnej nocy, podporządkowując swój rytm przede wszystkim zmianom w kopalni.

Przez dziesięciolecia niewielki pociąg wpisywał się w krajobraz Nikiszowca i Giszowca równie naturalnie jak ceglane familoki i kopalniane szyby.

Ostatni kurs Balkanu

Ostatni Balkan wyruszył w trasę 31 grudnia 1977 roku.

Niedługo później większość torów rozebrano.

Pamięć o nim jednak nie zniknęła. Przy szybie Pułaski do dziś można zobaczyć zachowane wagoniki, które przypominają o czasach, gdy niewielka kolejka łączyła osiedla, kopalnię i ludzi.

Daleko jej było do luksusowych europejskich ekspresów.

Nie było restauracji, miękkich foteli ani srebrnej zastawy.

Ale dla kilku pokoleń mieszkańców właśnie ten mały, bezpłatny pociąg był najważniejszym ekspresem świata.