Krem, który podbił świat, wymyślił gliwiczanin

Niektóre rzeczy poznaje się po kształcie, inne po kolorze. Niveę można rozpoznać z zamkniętymi oczami.

Wystarczy uchylić wieczko.

Charakterystyczny zapach kremu od pokoleń unosi się nad łazienkowymi półkami, kosmetyczkami i domowymi apteczkami. Dziś niebieska puszka wydaje się czymś tak oczywistym, że trudno uwierzyć, iż kiedyś nie była ani niebieska, ani oczywista.

A cała historia ma swój śląski początek.

Z Gliwic do świata

Oscar Troplowitz urodził się w Gliwicach w 1863 roku. W rodzinnym mieście spędził pierwszych siedem lat życia, a później wraz z rodziną przeniósł się do Wrocławia.

Co ciekawe, młody Oscar początkowo wcale nie planował kariery farmaceuty.

Interesowała go historia sztuki i właśnie z nią chciał związać swoją przyszłość. Rodzina uznała jednak, że aptekarstwo będzie zajęciem znacznie bardziej rozsądnym.

Troplowitz posłuchał, choć zamiłowania do sztuki nigdy nie stracił. Po latach sam został kolekcjonerem i mecenasem artystów.

Małe laboratorium, wielkie ambicje

W 1890 roku, mając zaledwie 27 lat, Troplowitz kupił niewielkie laboratorium Paula C. Beiersdorfa w Altonie pod Hamburgiem.

Pracowało w nim wówczas zaledwie jedenaście osób.

Młody przedsiębiorca szybko dostrzegł jednak coś, co miało ogromne znaczenie dla przyszłości firmy. Uznał, że przyszłość należy nie tylko do lekarstw, ale również do produktów codziennego użytku – takich, które można wytwarzać zawsze w tej samej jakości i sprzedawać na szeroką skalę.

Z czasem pojawiły się m.in. Leukoplast i pomadka Labello.

A później produkt, który miał przyćmić wszystkie pozostałe.

Problem wody i tłuszczu

Droga do słynnego kremu nie była jednak tak prosta, jak mogłoby się wydawać.

Problem polegał na tym, że woda i tłuszcz nie chciały zgodnie mieszkać w jednym pudełku.

Ówczesne kremy, często przygotowywane w aptekach na indywidualne zamówienie, szybko się rozwarstwiały i jełczały. Brakowało rozwiązania, które pozwalałoby stworzyć trwałą, jednolitą emulsję.

Przełom przyniósł Eucerit – emulgator opracowany przez chemika Isaaca Lifschütza.

Troplowitz, współpracując z dermatologiem Paulem Gersonem Unną, wykorzystał go do stworzenia trwałego kremu na bazie wody i tłuszczu.

Tak narodziła się Nivea

W 1911 roku powstała Nivea.

Jej nazwa pochodziła od łacińskich słów nix, nivis, oznaczających śnieg, i odnosiła się do śnieżnobiałej barwy kremu.

Pierwsze opakowanie mogłoby jednak mocno zaskoczyć dzisiejszych klientów.

Nie było granatowe.

Było żółte i ozdobione secesyjnymi ornamentami. Charakterystyczna granatowa puszka z białymi literami pojawiła się dopiero w 1925 roku.

Zapach, który miał pozostać znajomy

Pozostawała jeszcze jedna rzecz – zapach.

I tutaj również niczego nie pozostawiono przypadkowi.

Pierwszy krem perfumowano olejkami różanym i konwaliowym. Z czasem kompozycję rozwijano, a charakterystyczny aromat Nivei zaczęły tworzyć nuty bergamotki, pomarańczy, lawendy, róży, bzu i konwalii.

Sama marka podaje, że od końca lat 20. zapach oraz aksamitna konsystencja kremu pozostały w dużej mierze niezmienione.

Pudełko mogło więc zmieniać kolor, ornamenty i krój liter.

Zapach miał pozostać znajomy.

Od Gliwic do milionów łazienek

Oscar Troplowitz zmarł w 1918 roku. Nie doczekał więc momentu, w którym niebieska puszka stała się jednym z najbardziej rozpoznawalnych opakowań kosmetycznych na świecie.

A wszystko zaczęło się od chłopca z Gliwic, który chciał studiować sztukę, został farmaceutą i współtworzył krem, którego zapachu ponad sto lat później właściwie nie trzeba nikomu przedstawiać.

Bo czasem światowa historia naprawdę zaczyna się całkiem blisko.