Brak produktów w koszyku.
Markiza, milioner i Mały Wersal – niezwykła historia miłości ze Śląskiem w tle
Nie od dziś wiadomo, że miłość potrafi skłonić człowieka do rzeczy wielkich. Gdy jednak zakochany należy do najbogatszych ludzi swojej epoki, dowodem uczucia może być nie bukiet róż ani kosztowny pierścień, lecz… pałac liczący blisko sto pomieszczeń.
Tak rozpoczyna się jedna z najbardziej niezwykłych historii związanych ze Śląskiem. Historia milionera, słynnej paryskiej kurtyzany i rezydencji, która z czasem zyskała miano Małego Wersalu.
Śląski milioner i kobieta, o której mówił Paryż
Guido Henckel von Donnersmarck był śląskim magnatem przemysłowym, właścicielem kopalń i hut oraz człowiekiem dysponującym fortuną, o jakiej większość współczesnych mu mogła jedynie marzyć.
To właśnie w Paryżu poznał kobietę równie niezwykłą jak jego majątek.
Esther Lachmann, szerzej znana jako La Païva, pochodziła z niezamożnej rodziny, lecz z czasem znalazła się w samym centrum paryskiego wielkiego świata. Inteligentna, ambitna i obdarzona wyjątkowym talentem do życia z rozmachem, stała się jedną z najbardziej znanych kurtyzan XIX wieku. Jej nazwisko pojawiało się na salonach równie często jak nazwiska arystokratów, artystów czy finansistów.
Guido był od niej młodszy o jedenaście lat. Najwyraźniej nie stanowiło to dla niego najmniejszej przeszkody. Ich wieloletni związek wzbudzał ogromne zainteresowanie towarzystwa, a w 1871 roku para wzięła ślub.
La Païva i życie bez skromności
Skromność zdecydowanie nie należała do znaków rozpoznawczych La Païvy.
Jej paryska rezydencja przy Champs-Élysées zachwycała marmurami, bogatymi dekoracjami i monumentalnymi schodami. Do dziś wspomina się także słynną onyksową wannę, wokół której szybko narosły opowieści o kąpielach w mleku, a nawet w szampanie.
Ta ostatnia historia brzmi wyjątkowo efektownie, choć należy ją traktować raczej jako barwną legendę niż potwierdzony fakt.
Jedno nie ulega jednak wątpliwości – La Païva wiedziała, czym jest luksus.
A skoro Paryż miał swój przepych, Śląsk nie mógł pozostać w tyle.
Mały Wersal w Świerklańcu
W Świerklańcu Guido polecił wznieść dla żony reprezentacyjną rezydencję, która z czasem zyskała miano Małego Wersalu.
„Małego” właściwie tylko z nazwy.
Pałac miał około stu pomieszczeń, a przy jego powstaniu pracowali francuscy artyści i rzemieślnicy. Projekt związany był z Hectorem Lefuelem – architektem pracującym przy paryskim Luwrze.
Samo wzniesienie rezydencji było ogromnym przedsięwzięciem. Ze względu na podmokły teren pod budynek wbito ponad dwa tysiące dębowych pali, które miały zapewnić odpowiednią stabilność konstrukcji.
Powstała rezydencja godna jednej z najbogatszych par swojej epoki – efektowna, reprezentacyjna i zdecydowanie daleka od śląskiej skromności.
Plotki, szpiegostwo i ostatnie lata na Śląsku
La Païvie przez całe życie towarzyszyły nie tylko luksus i zainteresowanie towarzystwa, ale również liczne plotki.
Podejrzewano ją nawet o szpiegostwo na rzecz Prus, choć nigdy tego nie udowodniono.
Ostatnie lata życia spędziła u boku męża na Śląsku. Zmarła w Świerklańcu w 1884 roku.
Mały Wersal nie przetrwał do naszych czasów, ale historia Donnersmarcków nie zniknęła ze Świerklańca całkowicie.
Co zostało z dawnego świata Donnersmarcków?
W świerklanieckim parku do dziś stoi Pałac Kawalera, nazywany również Domem Kawalerów. Powstał już po śmierci La Païvy i miał służyć jako miejsce pobytu znamienitych gości Donnersmarcków.
Budynek zaprojektował Ernst von Ihne, a wśród osób odwiedzających Świerklaniec znajdował się m.in. cesarz Wilhelm II.
Pozostały również fotografie, park, wspomnienia i opowieść o świecie, w którym śląska fortuna spotkała się z paryskim przepychem.
Historia Guido i La Païvy jest tak niezwykła, że gdyby nie wydarzyła się naprawdę, z powodzeniem mogłaby uchodzić za scenariusz nieco przesadzonego romansu.
Milioner. Słynna markiza. Paryskie salony. Pałac na Śląsku.
A wszystko zaczęło się od miłości.



