Wyróżnienie w przewodniku Michelin. Rozmowa z Szymonem Bracikiem, szefem kuchni Śląskiej Prohibicji

Są takie momenty, które zatrzymują codzienny rytm restauracji choćby na chwilę. Dla Śląskiej Prohibicji jednym z nich stało się wyróżnienie w przewodniku Michelin. To ważny rozdział w historii naszego miejsca — i dobry moment, żeby na chwilę usiąść, odetchnąć i porozmawiać o pracy, zespole, drodze, którą przeszliśmy, i o tym, co naprawdę stoi za takim momentem.

O tym wszystkim rozmawiamy z Szymonem Bracikiem, szefem kuchni Śląskiej Prohibicji.

Co takie wyróżnienie znaczy dla Ciebie osobiście?

To dla mnie ogromnie ważny moment. Taki, który daje poczucie, że lata pracy, konsekwencji, wyrzeczeń i codziennego wysiłku naprawdę miały sens. Michelin to marka, która w świecie gastronomii znaczy bardzo wiele, więc samo znalezienie się w tym gronie jest dla mnie wielkim zaszczytem. Ale chyba jeszcze ważniejsze jest dla mnie to, że możemy w ten sposób pokazać Śląsk, nasze miejsce i naszą kuchnię szerzej — na naprawdę prestiżowej scenie.

Co to wyróżnienie znaczy dla całego zespołu Śląskiej Prohibicji?

Przede wszystkim to jest sukces całego zespołu. Kuchni, sali, managerów, baru, cukierni — wszystkich osób, które codziennie tworzą Śląską Prohibicję. Takie wyróżnienie nigdy nie trafia do jednej osoby. Ono trafia do restauracji jako całości, do miejsca, które działa dzięki ludziom, wzajemnemu zaufaniu i wspólnej pracy. W gastronomii każdy detal ma znaczenie — i właśnie dlatego ten moment jest wspólny.

O kim pomyślałeś jako pierwszym, kiedy usłyszałeś tę wiadomość?

O zespole i o moich najbliższych. O ludziach, którzy byli z nami od początku, wierzyli w ten projekt i wspierali nas również wtedy, kiedy było trudno. Takie chwile najmocniej pokazują, że za każdą restauracją stoi nie tylko efekt końcowy widoczny na talerzu, ale też relacje, lojalność i wspólna droga.

Jaką drogę przeszliście jako restauracja, żeby znaleźć się w tym miejscu?

To była droga zbudowana z codziennej pracy, konsekwencji i ciągłego podnoszenia sobie poprzeczki. Od początku chcieliśmy stworzyć miejsce z charakterem — autentyczne, oparte na jakości, emocjach i własnym stylu. Nie interesowało nas kopiowanie gotowych schematów. Zależało nam na tym, żeby Śląska Prohibicja miała swoją tożsamość, swój język i własne tempo. Myślę, że właśnie to zostało dziś zauważone i docenione.

Za co najbardziej chciałbyś dziś podziękować swojemu zespołowi?

Za lojalność, zaangażowanie i serce wkładane każdego dnia w tę restaurację. Gastronomia to ciężka praca — często wymagająca, intensywna i bez taryfy ulgowej. Bez ludzi, którzy naprawdę kochają to, co robią, takie rzeczy po prostu się nie dzieją.

Dlatego najbardziej chciałbym dziś podziękować za codzienność. Za to, że można na sobie polegać. Za to, że wszyscy dokładamy swoją część do czegoś większego.

Z czego jesteś najbardziej dumny jako szef kuchni?

Z tego, że udało nam się stworzyć miejsce, które ma własny styl i własną tożsamość. To dla mnie bardzo ważne.

Jestem też dumny z tego, że możemy opowiadać o śląskich smakach po swojemu — nowocześnie, autorsko, bez odcinania się od korzeni. Pokazywać, że lokalność może być czymś żywym, współczesnym i naprawdę ciekawym.

Co chcesz powiedzieć Gościom, którzy są z Wami od początku?

Przede wszystkim: dziękuję. To dzięki naszym Gościom możemy się rozwijać i robić to na coraz wyższym poziomie.

Bardzo mnie cieszy, że od początku tworzycie razem z nami historię Śląskiej Prohibicji. Wracacie, jesteście z nami, obserwujecie, jak to miejsce się zmienia — i to jest ogromnie ważne. To wyróżnienie jest dla nas wszystkich bardzo ważne, ale mam poczucie, że to jeszcze nie koniec tej drogi. Najlepsze rzeczy nadal są przed nami.