Wywiad po koncercie w Śląskiej Prohibicji z Janem Ptaszynem Wróblewskim!

Wywiad po koncercie w Śląskiej Prohibicji z Janem Ptaszynem Wróblewskim!

30 kwietnia 2018, Śląska Prohibicja, Katowice

Jan Ptaszyn Wróblewski – jeden z najważniejszych i najbardziej zasłużonych artystów w historii polskiego jazzu – wybitny saksofonista (tenorowy i barytonowy), kompozytor, aranżer, dyrygent, publicysta, dziennikarz radiowy, krytyk muzyczny, pedagog, konferansjer. Uważany za jednego z największych popularyzatorów muzyki jazzowej w Polsce. Od 1970 prowadzi w radiu „Trójka” autorską audycję „Trzy kwadranse jazzu”. Jest autorem kilkunastu własnych albumów, brał także udział w nagraniu kilkudziesięciu innych płyt. Kompozytor koncertów symfonicznych, muzyki filmowej (Pan Anatol szuka miliona, Niech żyje miłość) oraz wielu popularnych piosenek wykonywanych m.in. przez Ewę Bem, Łucję Prus, Marylę Rodowicz, czy Andrzeja Zauchę.

Pochodzi Pan z Kalisza, a aktualnie mieszka w Warszawie. Po drodze był jeszcze Poznań, Kraków.. czy w jakimś stopniu był Pan także związany ze Śląskiem?

Jeśli chodzi o dłuższy pobyt, nigdy nie byłem z nim związany. Jednak w dawnych czasach robiliśmy tu regularne nagrania do Radia Katowice. W tej chwili nie mam jakiś szczególnych punktów styku ze Śląskiem, jeździ się tu tak czy inaczej często. Ostatnio miałem koncert w NOSPRze, niebawem także się tam pojawię.

A słyszał Pan kiedykolwiek o Nikiszowcu?

Szczerze mówiąc gubię się w dzielnicach. W Katowicach umiem trafić do NOSPR-u, do radia, albo do akademika Akademii Muzycznej (śmiech).

Potrafiłby Pan powiedzieć coś po śląsku?

Powiedzieć niekoniecznie, ale rozumiem język śląski. Miałem w zespole Zbyszka Wegehaupta, więc trochę się tego języka nasłuchałem. Także podczas częstych przyjazdów na Wydział Jazzu niejednokrotnie człowiek miał okazję nasłuchać się śląskiego – m.in. od profesorów.

W Śląskiej Prohibicji wiszą obrazy Rafała Olbińskiego, który z tego co mi wiadomo, jest Panu dobrze znany.

Tak, Rafał wiele rzeczy dla nas robił, m.in. plakaty. Nie mamy już ze sobą kontaktu, w tej chwili trzyma się bardziej Nowego Jorku. Ja już tam niestety nie zaglądam, dlatego kontakt nam się urwał.

Swoją drogą – podróżował Pan koncertując na całym świecie. Nie korciło Pana nigdy, żeby się przeprowadzić poza Polskę?

Na krótki pobyt tak, ale nigdy na stałe.

Dziś obchodzimy Międzynarodowy Dzień Jazzu. Obchodzi go Pan w jakiś szczególny sposób?

Gdzieś podświadomie niewątpliwie zawsze o nim myślę, ale muszę powiedzieć, że jeśli chodzi na przykład o nagłośnienie go w jakiś mediach, to niewiele na ten temat w ogóle słychać.

Faktycznie. Jest Pan jednym z niewielu, którzy propagują jazz w mediach… prowadzi Pan w radiu swoją audycję, a czy włącza Pan czasem radio, żeby sobie po prostu posłuchać?

Nie bardzo. Raczej nie mam na to czasu, ale jeśli w ogóle coś włączam – na przykład podczas podróży – to raczej płyty.

Niestety w radiu rzadko można posłuchać jazzu.. Czy w takim razie jest on muzyką dla wytrawnych koneserów, a może tylko dla wykształconych muzyków?

Nie jest aż tak źle. To że media się nim nie interesują, to jest osobna sprawa. Na brak słuchaczy jednak nie możemy narzekać – gdziekolwiek się nie pojedzie. Daleki byłbym od jakichkolwiek rozczarowań. Media nie zajmują się jazzem – to trudno, tym więcej ludzi będzie przychodzić na koncerty.

Mówił Pan podczas koncertu, że był pomysł nagrania kolejnej, trzeciej płyty kwartetu. Możemy się jej spodziewać?

W tej chwili nie, ale właśnie powstaje płyta mojego sekstetu, która niebawem się ukaże.

W jaki sposób dobiera Pan muzyków, z którymi współpracuje?

To się trochę samo reguluje. Rzadko mam tak, że w ogóle poszukuję muzyków. Bywa, że czasem kogoś wypróbowuję, ale często od razu wiem, z kim będę grał. Czasem obserwuję, czy ktoś przylgnie do zespołu, czy nie. Zazwyczaj jak już ktoś przylgnie, to na 20, 30 lat.

Jakie ma Pan zainteresowania poza muzyką?

Ogródek i koty. Kiedyś była literatura, ale teraz już nie daję rady czytać. Wiem, że są audiobooki, ale to nie jest to samo. Audiobook od razu dyktuje interpretację, a książka ma to, że zostawia ją temu, kto ją czyta.

Jest Pan żywą legendą jazzu, wspaniałym muzykiem i niesamowicie ciekawą osobistością. W księgarniach możemy dziś znaleźć wiele interesujących autobiografii. Czy ma Pan może w planach wydać swoją? Stoję za nią pierwsza w kolejce!

Autobiografia raczej już nie powstanie, bo mam taki sam problem z pisaniem, jak z czytaniem.
Jednak moja biografia już istnieje. Niestety ta książka zniknęła, nigdzie jej w tej chwili nie można dostać.

Bardzo żałuję. Dziękuję Panu serdecznie za rozmowę i za wspaniały koncert. Mam nadzieję, że to nie ostatnie nasze spotkanie w Śląskiej Prohibicji. (Tuż po rozmowie Pan Jan podarował mi swoją biografię 😉 )

 

Rozmawiała Martyna Czapska.